poniedziałek, 18 marca 2013

Tata idealnie - rozwałkowany

Uważamy, że rodzicielstwo jest we współczesnej kulturze jednym z najbardziej twórczych i wymagających zadań, a przy jego wykonywaniu wszyscy potrzebujemy pomocy. Należy zawsze pamiętać, że listę podstawowych składników odżywczych otwiera miłość. Najważniejsze, czego możemy nauczyć swoje dziecko, to kochać i być kochanym.

Cztery dni nie było Mamy na pokładzie naszej krypy. Wyjechała zadbać o dobrostan swój, zostawiając reszcie załogi pełną lodówkę, parę poleceń, a Niani rady dot. garmażerii.

Tata trzymał się nieźle aż do weekendu, który przyszedł - jak to weekend rodziców pracujących - wraz z odjazdem Niani i początkiem chorób. "Pora na zmianę trybu" - pomyślał Tato i przełączył się na tryb opiekuńczo-wychowawczy.

Nie było to trudne, bo już w piątek wieczorem zaczęła gorączkować Łucja. Do niedzieli stopniowo rozkładała się reszta (ależ to nie blog epidemiologiczny - przyp. red.).
Założenie, że zawsze lepiej położyć się wcześniej niż później skończyło się tak, że do niedzieli dzieci przestawiły się ze wstawaniem na 4.30. W ten sposób o 9.00 byliśmy już wszyscy po drugim śniadaniu, a wachlarz rozrywek był już mocno zużyty.

Tata dokonuje szybkiej analizy pola bitwy:
1. wyjście nie jest możliwe (mróz + choroba = pogorszenie sprawy), więc niech biegają i krzyczą po domu,
2. w związku z punktem 1. poodkurzanie domu alergika nie jest możliwe (alergia Antka na roztocza ma wartość 5 na 6 możliwych),
3. w związku z punktem 2. pozostaje już tylko podać lekarstwa Antkowi i Łucji ("cholera, znów 38,5 st. C"), nasmarować Antka solidnie maścią i zrobić jakiś obiad,
4. tylko jak zrobić 3. gdy 1. powoduje totalną rozpierdziuchę? - pozostają... bajeczki!

Tak oto Tata ugiął się pod ciężarem obowiązków i odpalił z kompa bajki, czego szczerze nie lubi. Potem były drzemki chorych, próba podania czterech dań ("bo a nuż coś nie posmakuje") i leki. I sprzątanie zabawek. I leki. I sprzątanie ("bez przesady, i tak nabrudzą"). Mycie ("a może dziś bez mycia?"), maści, przebieranie, czytanie, usypianie...

I wreszcie koniec, śpią, godzina 20, ciastolina przyklejona do dresów, mózg przyklejony do pierwszego lepszego bodźca, wzrok zombie szuka na Facebooku śladów zamierzchłej cywilizacji. Googluję w poszukiwaniu resztek własnego mózgu.
"Badania sugerują, że jest jakaś górna granica, do której część ludzi może rozwinąć swoje funkcje mentalne, takie jak uwaga, pamięć czy inteligencja" - wyjaśnia Thomas Hills z University of Warwick (Wielka Brytania).
No, dobra brytyjskie mądrale, a co, gdy granica zostanie już przekroczona? Gdy bodźce z zewnątrz domagają się uwagi i cierpliwości (w wolnym tłumaczeniu "znoszenia cierpienia") na poziomie nie będącym na stałym wyposażeni przeciętnego polskiego mózgu płci męskiej? Mózg to kreatura szalenie kreatywna! Tacie na przykład się śniło w sobotę, że wymierza klapsy. A Weronika w niedzielę rozmawiała przez zabawkowy telefon: "Halo, Hania? No wiesz, ona umarła. Zachorowała, umarła i jest już w niebie. Na co? Na gorączkę, grypę i raka. A potem jeszcze różyczkę, kaszel i katar. I umarła no, mówię Ci."

Szary mózg i czerwony napis "Ratuj się, kto może" - to nasza oficjalna bandera, jak na łajbie nie ma Mamy.

Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka P, jak Prawdziwie Pierwsza Pomoc.

piątek, 24 sierpnia 2012

A po burzy spokój

Po wyczerpującym tygodniu pracy Tato, jak co piątek, ma wieczór sam na sam z trzódką. Dziś wyjątkowo trudno było wymyślić coś twórczego dla całej trójki. Na szczęście dziewczyny zgodnie same sobie wymyśliły zabawę - w rodzinę królewską.
Paradnym krokiem przywitały Tatę w kuchni i obwieszone koralami, obleczone w spódnice (prosto z szafy) stanęły obie z tym spojrzeniem, które otrzymuje tylko ojciec kilkuletnich strojnych córek.
- Pięknie wyglądacie! - szczerze pochwaliłem samodzielność i gust.
- Ja jestem królową, a to księżniczka - powiedziała Weronika, która zwykle rozdaje karty w naszym pałacu Buckingham.
- Księżniczka nazywa się Aurelka, a ja Madamsa. [Madamme ça?]
- Śliczne jesteście obie, a jakie to mądre rozkazy przekażecie dziś ludowi? [Chwal urodę córki na równi z mądrością - gdzie ja to czytałem?...]
- Zdecydowałam, że będzie ślub księżniczki. Z księciem.
- A już wiadomo, co to za książę jest tym szczęśliwcem? [Nosz cholera, znowu będzie jakiś Szymonek!]
- Nie. Ale wiadomo, że będzie miał
złote... [nie, nie, błagam tylko nie łańcuchy i sygnety!]
i piękne... [no to pozamiatane, mądrość pogrzebana...]
...serce.
Zamurowało Tatę.
- No to jestem spokojny o nią.
- Czy ty też chcesz być na ślubie? Pod warunkiem, że będziesz sługą.
- OK, wchodzę w to - powiedział Tato na fali ojcowskiego spokoju.
Weronika wzięła wizytówkę z szafki i stanowczym głosem postawiła kropkę:
- Tylko trzeba będzie płacić kartą!

Dzisiejszy odcinek sponsorują literki M i A, jak Marzenie o Adriatyku.

Królowa czyta. Księżniczka słucha.

środa, 18 lipca 2012

Granice cierp.

Od dłuższego czasu cierpliwość Taty i cierpliwość Mamy wystawiane są na bolesną próbę. Przez Najstarszą (w ciągu dnia), przez Najmłodszego (nocami) i przez Najśredniejszą (w przerwach między rundami). Bolesna to próba - dla wszystkich.

Weronika 50. raz pyta, czy wyjdziemy kolejny raz na podwórko. Tam czeka Szymon - jej luby - jego korkotrampki i 6 lat życiowego doświadczenia w uwodzeniu 4-latek. Gdy Weronika słyszy asertywne "Nie, nie mamy ochoty", zaczyna pięścią bić Tatę. Kończy się niemal obustronnym rękoczynem. Porażka.

M: To była przemoc.
T: Nie, to była samoobrona.
M: Co ona by Ci zrobiła?
T: To mam nie reagować? Najlepiej powiedz mi, jesteś pedagogiem, jak mam reagować!
M: Nie wiem.  Pomóż jej nazywać to, co czuje.
T: Co ona czuje!? Ja bardzo wyraźnie nazywam, co JA czuję i że się na bicie nie zgadzam!

Godzinę później...
W: Wiesz tato, mam sekret. Kocham Szymona.
T: ... ("Mówić coś, czy puścić mimo uszu? Nie kodować, nie kodować... Cały dzień wali w okno i się drze: Szymooooon! Szymoooon! Nie, nic nie powiem.")
W., niby do siebie: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: ... ("Nosz k%$#^% żeby to chociaż jakiś mądry chłopak był, a to dureń i cham, podrywa ją na durne miny, a mi nawet dzień dobry nie powie!")
W: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Przestań powtarzać, proszę. Denerwuje mnie to.
W., z uśmiechem (złośliwym!): Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Idę sobie.
Weronika uczepia się nogi i nie daje wyjść Tacie, krzycząc: kocha! nie kocha! kocha! nie kocha!...
Ucieczka.

Godzinę później...

Od kilku dni nie udaje się przekonać dziewczyn do wieczornych porządków w pokoju. Tata ucieka się do:
T: Jeśli nie posprzątacie pokoju dziś, to jutro nie wyjdziecie na podwórko, aż będzie posprzątane. ("O, Boże! Metoda kija i marchewki! S.O.S!") Nie lubimy z mamą, jak w domu jest bałagan, gdy gdzieś wychodzimy.
Weronika sprząta pokój na błysk.
A jednak porażka.

Godzinę później...

Tata usypia córy i zasypia nucąc nieprzyzwoity klasyk Pieski małe dwa poszły raz do sklepu...
W: Tatooo, miała być bajka.
T: Nie mam siły oczu otworzyć, może być kołysanka?
W: No to chociaż bajka opowiadana!
T: Pewnego razu była sobie księżniczka Kunegunda...
W: Nie! Nie, Kunegunda!
T: No to ja opowiadam, czy Ty? Czyja to bajka?
W: Moja, ale Ty opowiadasz.
T: To jaka to księżniczka?
W: Rozalka.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w pięknym zamku z czekolady...
W: Nie!! Nie z czekolady!
T: A z czego?
W: Z niczego. W takim zwyczajnym!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zwyczajnym zamku  zwyczajna księżniczka Rozalka...
W: Nie! Nie mów "zwyczajna"!
T: A jak mam mówić?
W: Tak bez niczego, w zamku.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka... (T. zasypia)
Bali się bali...
tam duzi i mali... (T. szuka rymu we śnie)
W: Szybciej opowiadaj! Nie możesz tak długo!
T: Wymyślam.
W: Ale tak długo nie można. Od początku musisz!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka. Bali się bali tam duzi i mali. Więc księżniczka... Poleciała na wyspy Bali i zobaczyła tam dużo Murzynków, którzy nie mieli szkoły. Pomyślała, że skoczy po trochę złotych dukatów do zamku i kupi im cegieł z lokalnej gliny - tak też zrobiła. Budowała razem z nimi szkołę i dużo trudu to wszystkich kosztowało. Ale było warto - bardzo się cieszyli ze szkoły wszyscy. Rozalka zauważyła, że nie ma żadnego nauczyciela, więc wróciła do zamku i ściągnęła na jakiś czas swojego nadwornego. Uczył na Bali jeden tydzień, drugi tydzień, trzeci tydzień... (T. odpływa) Bardzo się zmęczył, aż wpadł na pomysł, że kupią im po komputerze i będą się uczyć na odległość. Wrócił do zamku i prowadził im lekcje przez internet ze swojego laptopa. Wszyscy Murzynkowie w ten sposób zostali wykształceni i umieli mówić różnymi językami: po angielsku, po rosyjsku, po polsku, i wszyscy założyli ambasady w obcych krajach: w Chinach, we Francji, w Ameryce. Księżniczka była bardzo szczęśliwa ("Kurde, teraz powinna za kogoś wyjść, ale gówno, nie wyjdzie"), że tak mądrze im pomogła i wydała wielki bal ("Tu powinien być ten Szymonek, ale gówno, nie wejdzie na bal, won, wynocha"), na który przyjechali też wszyscy Murzynkowie. Wszyscy świetnie się bawili i po balu, gdy księżniczka poszła spać, śniła się jej piękna, murzyńska szkoła.
W, z uśmiechem: Dziękuję :)

Sukces?

Godzinę później...

M: Nienawidzę jak tak mówisz. "Jesteś pedagogiem"! Srrrogiem! Dupa!

Dzisiejszy odcinek sponsorują literki S, I oraz O, czyli SCREAM IT OUT Parenting.