Uważamy, że rodzicielstwo jest we współczesnej kulturze jednym z najbardziej twórczych i wymagających zadań, a przy jego wykonywaniu wszyscy potrzebujemy pomocy. Należy zawsze pamiętać, że listę podstawowych składników odżywczych otwiera miłość. Najważniejsze, czego możemy nauczyć swoje dziecko, to kochać i być kochanym.
Cztery dni nie było Mamy na pokładzie naszej krypy. Wyjechała zadbać o dobrostan swój, zostawiając reszcie załogi pełną lodówkę, parę poleceń, a Niani rady dot. garmażerii.
Tata trzymał się nieźle aż do weekendu, który przyszedł - jak to weekend rodziców pracujących - wraz z odjazdem Niani i początkiem chorób. "Pora na zmianę trybu" - pomyślał Tato i przełączył się na tryb opiekuńczo-wychowawczy.
Nie było to trudne, bo już w piątek wieczorem zaczęła gorączkować Łucja. Do niedzieli stopniowo rozkładała się reszta (ależ to nie blog epidemiologiczny - przyp. red.).
Założenie, że zawsze lepiej położyć się wcześniej niż później skończyło się tak, że do niedzieli dzieci przestawiły się ze wstawaniem na 4.30. W ten sposób o 9.00 byliśmy już wszyscy po drugim śniadaniu, a wachlarz rozrywek był już mocno zużyty.
Tata dokonuje szybkiej analizy pola bitwy:
1. wyjście nie jest możliwe (mróz + choroba = pogorszenie sprawy), więc niech biegają i krzyczą po domu,
2. w związku z punktem 1. poodkurzanie domu alergika nie jest możliwe (alergia Antka na roztocza ma wartość 5 na 6 możliwych),
3. w związku z punktem 2. pozostaje już tylko podać lekarstwa Antkowi i Łucji ("cholera, znów 38,5 st. C"), nasmarować Antka solidnie maścią i zrobić jakiś obiad,
4. tylko jak zrobić 3. gdy 1. powoduje totalną rozpierdziuchę? - pozostają... bajeczki!
Tak oto Tata ugiął się pod ciężarem obowiązków i odpalił z kompa bajki, czego szczerze nie lubi. Potem były drzemki chorych, próba podania czterech dań ("bo a nuż coś nie posmakuje") i leki. I sprzątanie zabawek. I leki. I sprzątanie ("bez przesady, i tak nabrudzą"). Mycie ("a może dziś bez mycia?"), maści, przebieranie, czytanie, usypianie...
I wreszcie koniec, śpią, godzina 20, ciastolina przyklejona do dresów, mózg przyklejony do pierwszego lepszego bodźca, wzrok zombie szuka na Facebooku śladów zamierzchłej cywilizacji. Googluję w poszukiwaniu resztek własnego mózgu.
"Badania sugerują, że jest jakaś górna granica, do której część ludzi może rozwinąć swoje funkcje mentalne, takie jak uwaga, pamięć czy inteligencja" - wyjaśnia Thomas Hills z University of Warwick (Wielka Brytania).No, dobra brytyjskie mądrale, a co, gdy granica zostanie już przekroczona? Gdy bodźce z zewnątrz domagają się uwagi i cierpliwości (w wolnym tłumaczeniu "znoszenia cierpienia") na poziomie nie będącym na stałym wyposażeni przeciętnego polskiego mózgu płci męskiej? Mózg to kreatura szalenie kreatywna! Tacie na przykład się śniło w sobotę, że wymierza klapsy. A Weronika w niedzielę rozmawiała przez zabawkowy telefon: "Halo, Hania? No wiesz, ona umarła. Zachorowała, umarła i jest już w niebie. Na co? Na gorączkę, grypę i raka. A potem jeszcze różyczkę, kaszel i katar. I umarła no, mówię Ci."
Szary mózg i czerwony napis "Ratuj się, kto może" - to nasza oficjalna bandera, jak na łajbie nie ma Mamy.
Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka P, jak Prawdziwie Pierwsza Pomoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz