Rodzina wybrała się w podróż. Żeby nadrobić zaległości zaduszkowe, żeby zobaczyć babcię, ale też nie ma co kręcić. Najmłodszym chodziło o rzecz dużo grubszą niż zaduszki i babcia. Chodziło o lokomotywę.
Jakież zdziwienie było widać na twarzy Ł., gdy usłyszała jakieś pip-pip zamykających się drzwi i szuuuu ruszającego szynobusu. Żaden gwizd, żaden świst, ni pary buch, ani kół w ruch...
Ł.: Cio to?
T.: Lokomotywa.
"Lipa, jakaś jedna wielka ściema" pomyślał za córkę T., po czym wyjął zbiór wierszy z obrazkami i przewracał kartki.
Bo W. zna "Lokomotywę" na pamięć (i to z układem choreograficznym!), która w przepełnionej kowbojce PKP Przewozów Regionalnych brzmiała jak Mazurek Dąbrowskiego na Antypodach.
T. najbardziej podobał się ten moment widowiska, gdy z toalety chlustała woda i zalewała bagaże niemych pasażerów przyłączonych kablami do ajfonów, tabletów, empetruchów...
Toteż dzisiejszy odcinek sponsoruje literka A, jak Apokalipsa wg św. Małego Dżeka.
 |
| Wyjeżdżamy! |
 |
| Przesiadka, jeszcze w doborowym towarzystwie. Na dworcu 11 listopada zwiedziliśmy bezpretensjonalną wystawę malarstwa. |
 |
| Czasem wiało nudą |
 |
| Pełen luksus - jedziemy w końcu ze stolicy województwa do stolicy państwa! |
 |
| To już powrót. Nadal towarzyszy nam wiersz: "...a w trzecim siedzą same grubasy..." |
 |
| Przedział dla podróżujących z dziećmi |
 |
| Lepsze - korytarz dla podróżujących z dziećmi! Póki się nie rozbiegną. Swoją drogą - najbardziej komfortowy pociąg z sześciu, które zaliczyliśmy w ten patriotyczny weekend. |
 |
| Zmęczeni: fotografka, model i top model |
 |
| Dzielny potomek Jaćwingów (z niejakimi wpływami Świętych Wojciecha i Brunona) korzystał ze swojej kuszetki przez większość żelaznej drogi |
|
|
|
|