czwartek, 29 sierpnia 2013

Między pracą a przemianą

Podziwiam sprawność, z jaką inni zmieniają świat. Ten materialny. Ten, który się sypie, psuje, rozpada na kawałki, gdy go nie doglądać.

Dziś dobry kolega wymienił nam kaloryfery na higieniczne (takie, jak są w szpitalach). Wiercił, zawijał pakuły, lutował palnikiem, zaginał, pionizował i zawieszał. Robił wszystko to, co mnie jednocześnie przeraża i fascynuje.

(Moje skuwanie zagrzybionego tynku i nakładanie gładzi skończyło się długimi poprawkami Żony, co widać na tym obrazku:)

Inny znajomy uratował nas kilka dni temu, gdy elektryczny mechanizm szyby w samochodzie nie poradził sobie z zamknięciem. Już mieliśmy wizję nocnej kradzieży z przydomowego parkingu, gdy A. zaoferował pomoc. Rozebrał drzwi naszego nowoczesnego auta przy pomocy scyzoryka i prowizorycznie naprawił przy pomocy trytytki. Podziw, to mało powiedziane.

To podziwia Tato, podziwia i Antek. Młody kocha też śmieciarki, wielbi kopary i wozy strażackie, boi się prawdziwej wiertarki, choć ubóstwia zabawkową, pożąda wszystkiego, co mechaniczne - od klucza do drzwi, po samochody. Podziwia ruch i sprawczość. Swoją też.



Mam cichą nadzieję, że się uczy. Nie licząc tego ruchu i sprawczości, która objawia się w przewracaniu i szczypaniu bobasów. To - mam nadzieję - minie. Niech mu pozostanie zmienianie świata trytytką, palnikiem, procesorem albo szelmowskim uśmiechem.

Poza tym obaj nie kumamy, czemu ludzie śmieją się z naszego podziwu. Tak, chyba łączy nas rozdziaw.


PS. Wakacje, dziewczyny i śpiew, z których co nieco widać na obrazkach, zostawiamy na kolejne odcinki, bo dzisiejszy sponsoruje literka P, jak powrót, praca, przemiana i podziw.