Od dłuższego czasu cierpliwość Taty i cierpliwość Mamy wystawiane są na bolesną próbę. Przez Najstarszą (w ciągu dnia), przez Najmłodszego (nocami) i przez Najśredniejszą (w przerwach między rundami). Bolesna to próba - dla wszystkich.
Weronika 50. raz pyta, czy wyjdziemy kolejny raz na podwórko. Tam czeka Szymon - jej luby - jego korkotrampki i 6 lat życiowego doświadczenia w uwodzeniu 4-latek. Gdy Weronika słyszy asertywne "Nie, nie mamy ochoty", zaczyna pięścią bić Tatę. Kończy się niemal obustronnym rękoczynem. Porażka.
M: To była przemoc.
T: Nie, to była samoobrona.
M: Co ona by Ci zrobiła?
T: To mam nie reagować? Najlepiej powiedz mi, jesteś pedagogiem, jak mam reagować!
M: Nie wiem. Pomóż jej nazywać to, co czuje.
T: Co ona czuje!? Ja bardzo wyraźnie nazywam, co JA czuję i że się na bicie nie zgadzam!
Godzinę później...
W: Wiesz tato, mam sekret. Kocham Szymona.
T: ... ("Mówić coś, czy puścić mimo uszu? Nie kodować, nie kodować... Cały dzień wali w okno i się drze: Szymooooon! Szymoooon! Nie, nic nie powiem.")
W., niby do siebie: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: ... ("Nosz k%$#^% żeby to chociaż jakiś mądry chłopak był, a to dureń i cham, podrywa ją na durne miny, a mi nawet dzień dobry nie powie!")
W: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Przestań powtarzać, proszę. Denerwuje mnie to.
W., z uśmiechem (złośliwym!): Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Idę sobie.
Weronika uczepia się nogi i nie daje wyjść Tacie, krzycząc: kocha! nie kocha! kocha! nie kocha!...
Ucieczka.
Godzinę później...
Od kilku dni nie udaje się przekonać dziewczyn do wieczornych porządków w pokoju. Tata ucieka się do:
T: Jeśli nie posprzątacie pokoju dziś, to jutro nie wyjdziecie na podwórko, aż będzie posprzątane. ("O, Boże! Metoda kija i marchewki! S.O.S!") Nie lubimy z mamą, jak w domu jest bałagan, gdy gdzieś wychodzimy.
Weronika sprząta pokój na błysk.
A jednak porażka.
Godzinę później...
Tata usypia córy i zasypia nucąc nieprzyzwoity klasyk Pieski małe dwa poszły raz do sklepu...
W: Tatooo, miała być bajka.
T: Nie mam siły oczu otworzyć, może być kołysanka?
W: No to chociaż bajka opowiadana!
T: Pewnego razu była sobie księżniczka Kunegunda...
W: Nie! Nie, Kunegunda!
T: No to ja opowiadam, czy Ty? Czyja to bajka?
W: Moja, ale Ty opowiadasz.
T: To jaka to księżniczka?
W: Rozalka.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w pięknym zamku z czekolady...
W: Nie!! Nie z czekolady!
T: A z czego?
W: Z niczego. W takim zwyczajnym!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zwyczajnym zamku zwyczajna księżniczka Rozalka...
W: Nie! Nie mów "zwyczajna"!
T: A jak mam mówić?
W: Tak bez niczego, w zamku.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka... (T. zasypia)
Bali się bali...
tam duzi i mali... (T. szuka rymu we śnie)
W: Szybciej opowiadaj! Nie możesz tak długo!
T: Wymyślam.
W: Ale tak długo nie można. Od początku musisz!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka. Bali się bali tam duzi i mali. Więc księżniczka... Poleciała na wyspy Bali i zobaczyła tam dużo Murzynków, którzy nie mieli szkoły. Pomyślała, że skoczy po trochę złotych dukatów do zamku i kupi im cegieł z lokalnej gliny - tak też zrobiła. Budowała razem z nimi szkołę i dużo trudu to wszystkich kosztowało. Ale było warto - bardzo się cieszyli ze szkoły wszyscy. Rozalka zauważyła, że nie ma żadnego nauczyciela, więc wróciła do zamku i ściągnęła na jakiś czas swojego nadwornego. Uczył na Bali jeden tydzień, drugi tydzień, trzeci tydzień... (T. odpływa) Bardzo się zmęczył, aż wpadł na pomysł, że kupią im po komputerze i będą się uczyć na odległość. Wrócił do zamku i prowadził im lekcje przez internet ze swojego laptopa. Wszyscy Murzynkowie w ten sposób zostali wykształceni i umieli mówić różnymi językami: po angielsku, po rosyjsku, po polsku, i wszyscy założyli ambasady w obcych krajach: w Chinach, we Francji, w Ameryce. Księżniczka była bardzo szczęśliwa ("Kurde, teraz powinna za kogoś wyjść, ale gówno, nie wyjdzie"), że tak mądrze im pomogła i wydała wielki bal ("Tu powinien być ten Szymonek, ale gówno, nie wejdzie na bal, won, wynocha"), na który przyjechali też wszyscy Murzynkowie. Wszyscy świetnie się bawili i po balu, gdy księżniczka poszła spać, śniła się jej piękna, murzyńska szkoła.
W, z uśmiechem: Dziękuję :)
Sukces?
Godzinę później...
M: Nienawidzę jak tak mówisz. "Jesteś pedagogiem"! Srrrogiem! Dupa!
Dzisiejszy odcinek sponsorują literki S, I oraz O, czyli SCREAM IT OUT Parenting.