Był rok może jakiś 2002. Wszystko wydawało się proste, a życie w wolnym kraju z dyplomem magistra wydawało się obiecujące jak program Pierwsza Praca. Wydawało się, więc się wydawało. Na prawo, na lewo i centralnie na tzw. "koszty życia".
Był to też czas wyboru OFE, dyskusji o płatnej edukacji, co liberalny umysł naprowadzało na niewygodną myśl, że ciepła czapeczka kosztów życia przypomina jednak bardziej sombrero.
Sombrero jednak wciąż nie kończyło się dalej niż nos świadomego liberała. Przecież wszystko można wyliczyć, na wszystko się przygotować, a od biedy ubezpieczyć.
A jednak pierwszy lepszy wypadek, własny czy bliskiej osoby, psuję tę krągłą wizję. Co będzie, jeśli nie nazbieram? Co, jeśli koszty leczenia przerosną możliwości mojej świnki skarbonki, polisy czy czego tam jeszcze z tych wynalazków, które miałem w planach?
Porzuciłem szybko ponurą wizję rencisty, a liberalizm przyblakł nieco i z wyrazistej czerwieni zmienił się w gaciowy róż - z dużym znakiem zapytania. Odpowiedź przyniosło samo życie. No, życie. Dosłownie. Nowe życie, które (jest rok 2013) ma 6 lat i robi takie zarąbiste infografiki:
Więc, wracając do tematu kapitału, sytuacja na osi czasu przedstawia się o wiele bardziej kolorowo. Załóżmy dla uproszczenia, że nie przydarzył mi się wypadek... Za to mam córę, która w 2030 r. pójdzie do pracy (choć rząd z 2013 r. bardzo chciał, żeby poszła w 2029 r., co jak się okaże za chwilę, nie ma większego wpływu na jej sombrero).
Choć pod koszty mojego życia, pod sombrero dzielone do tej pory jedynie z Żoną, wdarła się bez pardonu ta nowa forma życia, czek bez pokrycia w pieluchach, manko w sejfie z ciszą i świętym spokojem, to wiem, że nie zginę. Skupiając się tym razem na przyziemnych sprawach pozwolę sobie zauważyć, że nasze kapelusze na osi czasu pokrywają się wzajemnie. Wydaje się, że to ta podstawowa solidarność pokoleń, która realizuje się zupełnie naturalnie w rodzinie, a mniej naturalnie (poprzez urzędy skarbowe, ZUSy, OPSy i inne urzędy) w społeczeństwie demokratycznym od XX wieku. Rodzina ma jednak trochę dłuższą historię.
A jak już jesteśmy przy historii...
Gdy dowiadujemy się, że mamy dziecko, nagle dociera do nas, że mamy (lub mieliśmy) również rodziców. Że koszty naszego życia dziecięcego, to materialnie rzecz ujmując, niespłacony kredyt wobec rodziców, dziadków, pradziadków itd. I nie chodzi tylko o zakup pieluch (bo nie było) czy ochronę przed śmiercią głodową, ale o trawnik (ktoś go zaplanował i posiał), asfalt na drodze do domu, budynek szkoły, przetrwanie poezji Tuwima, pszenżyto, konika polskiego, ustrój polityczny, oberka, zapałki z Sianowa, tramwaje z Bydgoszczy i monokryształy krzemu.
Oddawszy hołd przodkom, wracamy do tu i teraz. Lekko nie jest. Bo to nie grudzień 2045 r., kiedy to przejdę na emeryturę. Tylko 32 lata wcześniej.
Więc jak jest teraz i tutaj? Małżeństwo z jednym dzieckiem ok. 2010 r. wydaje zwykle tyle, ile zarobi. Gdyby traktować te rodziny jako układ zamknięty, to pewnie dawno by wymarł wskutek niezapowiedzianych podwyżek, nieprzewidzianych wydatków, klęsk podatkowych itp. Szczęśliwie sombrero rodziców (już dziadków) bardzo często ratuje sytuację.
Zakładając jednak, że wynagrodzenie dojrzałego człowieka rośnie, a co niektórzy awansują nawet na Senior Executive Pompona, to po pewnym czasie będzie z czego odłożyć. Dla uproszczenia zsumujmy na osi czasu sombrera własne i dziecka.
Rodzinne nakrycie głowy może i wygląda pokracznie, ale chroni i dziób i potylicę, a także ma wyraźną nadwyżkę pracy - pompon. To pompon sprawia, że ludzie i kraj stają się bogatsi. Ale czym się różni w efekcie końcowym sombrero duplo od dwóch sombrero solo? Na wykresie niczym, w rzeczywistości - relacją. Jeśli jest bliska, zabezpieczenie na starość jest pewniejsze i bardziej ekonomiczne dla społeczeństwa.
Co się dzieje, gdy rodzicielstwo tak nam się spodoba, że ciężko się zatrzymać?
Wykres życia wygląda okazale. W 2050 r. z pompona zrobił się komin. Jest więcej ludzi pracujących na rzecz tych, którzy nie mogą już pracować.
Tyle że w latach 2013-2030 rodziny te muszą żyć na kredyt (patrz jasnozielona plama). Czyj kredyt? Wydaje się oczywiste, że sprawiedliwie by było pożyczyć od tych, którzy skorzystają z efektu komina w latach 2040-2060, będąc wtedy na emeryturze pochodzącej z pracy dzisiejszych dzieci.
Do radia się dodzwonił pan i mówi: "Nie sądzę, żeby zniżka na kolej zachęciła kogoś do tego, żeby mieć trzecie dziecko".
Żona wróciła właśnie z Ł. ze szpitala w Białymstoku. Poszło z 200 zł na dojazd i wizytę. Od nowego roku pan z radia, który pewnie w 2050 r. będzie na emeryturze, dorzuci nam się do biletu.
Podobnie jak do zdrowia naszych dzieci dorzucają się inni podatnicy. Jak można odczytać w rejestrach, wrodzone choroby Ł. i A. kosztowały NFZ ponad 20 tys. zł za wizyty i zabiegi u samych tylko specjalistów. (Dlaczego dzieci są coraz częściej chorowite, to temat na inną okazję.)
Ze świadomością komina w 2050 r. skorzystam z każdego "wsparcia", z każdej "pomocy". Bez awantury, wyrzutów sumienia. Rodzice mają pełne prawo do tego, żeby nie mieć siły/kasy/cierpliwości. Dlatego otworzę tę koka kolę i każdy inny dopalacz, żeby się cieszyć tak bardzo, jak bardzo tego chcę.
Dzisiejszy odcinek wspiera literka C, jak Coca Cola. (uwaga, wpis zawiera lokowanie produktu)
PS. Ciekaw jestem, co u licha piją Węgrzy???













