Paradnym krokiem przywitały Tatę w kuchni i obwieszone koralami, obleczone w spódnice (prosto z szafy) stanęły obie z tym spojrzeniem, które otrzymuje tylko ojciec kilkuletnich strojnych córek.
- Pięknie wyglądacie! - szczerze pochwaliłem samodzielność i gust.
- Ja jestem królową, a to księżniczka - powiedziała Weronika, która zwykle rozdaje karty w naszym pałacu Buckingham.
- Księżniczka nazywa się Aurelka, a ja Madamsa. [Madamme ça?]
- Śliczne jesteście obie, a jakie to mądre rozkazy przekażecie dziś ludowi? [Chwal urodę córki na równi z mądrością - gdzie ja to czytałem?...]
- Zdecydowałam, że będzie ślub księżniczki. Z księciem.
- A już wiadomo, co to za książę jest tym szczęśliwcem? [Nosz cholera, znowu będzie jakiś Szymonek!]
- Nie. Ale wiadomo, że będzie miał
złote... [nie, nie, błagam tylko nie łańcuchy i sygnety!]
i piękne... [no to pozamiatane, mądrość pogrzebana...]
...serce.
Zamurowało Tatę.
- No to jestem spokojny o nią.
- Czy ty też chcesz być na ślubie? Pod warunkiem, że będziesz sługą.
- OK, wchodzę w to - powiedział Tato na fali ojcowskiego spokoju.
Weronika wzięła wizytówkę z szafki i stanowczym głosem postawiła kropkę:
- Tylko trzeba będzie płacić kartą!
Dzisiejszy odcinek sponsorują literki M i A, jak Marzenie o Adriatyku.
![]() |
| Królowa czyta. Księżniczka słucha. |

1 komentarz:
Oj genialne. Gdybym nie miał wtedy karty, to wtedy bym o nią wystąpił do banku.
Prześlij komentarz