niedziela, 18 marca 2012

Wychodzimy z zimy trochę bladzi

Taka piosenka kiedyś była. Pasuje do dzisiejszych roztopów i do otwierania nowego rozdziału. A nawet kilku rozdziałów!
Bo po pierwsze - Tata wreszcie słowa dotrzymał i zmienił pracę na lepszą. Weronika najpierw posmutniała, bo w starej pracy były takie kolorowe karteczki przylepne. Ale przekonała się do nowej po pierwszej wizycie. No i córa rozumie wreszcie, na czym polega praca Taty: "Tata uczył dzisiaj panią przez telefon". Może nie jak cieśla, ale jednak poczuł Tata, że dzieła jego dziecko widzi i docenia.

Ale wróćmy do początków. To będzie coś jak 500. odcinek "Mody na sukces", który opowiada w skrócie o 499 poprzednich odcinkach. Takie mam poczucie, jak myślę o tym, że Dzień Babci był dwa miesiące temu:

 Potem Tata tradycyjnie skrzyknął paru znajomych bałwanów, żeby wspólnie pomarznąć na Kaczym Dołku. Wyszło nieźle.


Weronika ma do bałwanów stosunek chłodny. Woli kredki w ciepłym domu. Rozwija swój talent jak typowy sangwinik - póki wszystko idzie OK, jest zadowolona. Drobnych potknięć nie jest w stanie sobie wybaczyć. Dzieło musi być doskonałe. Tu choinka - trudna sztuka:


Oczywiście Tata szuka winy w metodach wychowawczych przedszkola, ale to chyba jednak, no niestety jednak, cecha wrodzona, z którą Wercia będzie musiała sobie jakoś poradzić. Na razie radzić sobie nie musi i z pewnością nie zamierza.


Całkiem nieźle radzi sobie natomiast Pajęcze Trio ze sobą nawzajem. Widać kontakt i zażyłość. Pytanie o obecność("Totoś?"), buziaki na dobranoc.


A często zazdrość, złośliwość, upór i inne uczucia i postawy, które sprawiają, że rodzice tych słodziaków najchętniej zakupiliby jakiś gigantyczny szejker do dziatwy. Czasem tak jest właśnie.



To kibelkowe zdjęcie poniżej jest prorocze. O tym za chwilę.


Lubimy spać.


Dziewczyny zasypiają razem.


My zasypiamy różnie. Śpimy 3 do 6 godzin. Antek za dnia czołga się po domu i oprócz morza klocków i fruwających sióstr fascynują go drzwi i szuflady. To z kolei sprawia, że rodzice są non stop w fazie czuwania. Ale czuwanie dzienne jest niczym w porównaniu z nocnym, które funduje nam Antoś (vel Totoś vel Księżyc vel Dyzio vel Karolak) od trzech miesięcy. Refluks + alergia = mocno nieprzespane noce. Mama ma jedno marzenie. Spać - spać i się nie budzić.


Dla poprawy nastroju w narodzie Fundacja Komeńskiego zawitała do naszej biblioteki. Nie mogło nas zabraknąć! Grupa zabawowa parę tygodni później zebrała się w liczbie dwóch zastępów.


Resztkami sił wieczorem wymyślamy sposoby na odprężenie i walczymy z rutyną. Mama kupiła maszynę do szycia. Tata pożyczył od kolegi Cywilizację 5 i jako Napoleon prowadzi swój naród w świetlaną przyszłość. (Gdy Mama zacznie szyć mundury, a Tata nazwie zdobyte miasto Singer albo Łucznik, to będzie pierwszy znak, że zaprezentowane poniżej stanowisko jest platformą dialogu i zrozumienia.)


Aż tu nagle bach. Luśka kolejny już raz wylądowała z zapaleniem układu moczowego w szpitalu. Zniosła to bardzo dzielnie.


Poznała paru kumpli.


Wyeksploatowała Tatę, który zmiękł jak wata cukrowa.




Tymczasem w domu Weronika opanowała kolejną zdolność audio-motoryczną (jak by to powiedzieli w naszym przedszkolu) - pierdziochy w szklance. Autorska koncepcja i wykonanie. Aż się Ojciecimatka popłakali ze śmiechu.


Jak już popłakał, zabrał się Tata za tablice wyznaczające ścieżkę poznawczą po mieście. Różne hobby ludzie mają. Przeróżne. Niektórzy na przykład rysują w kiblach białe misie.


Tablice to jednak krótki epizod, bo za chwilę Luśkę trzeba było zawieźć do kliniki do Dużego Miasta. Tam okazało się, że ma gratis moczowód i nerkę. Tata prawie dostał siwizny za darmo. Na szczęście te gratisy (a nawet siwy włos) nie są niebezpieczne dla życia. Niemniej widok dziecka przed i po po narkozie łatwy nie był dla ojca i trzeba to było jakoś odreagować.

Więc Pająki, mając na uwadze swoje ostatnie wojaże, zrobiły zapewne najgłupszą rzecz pod słońcem - kupiły samochód osobowy.

I to właśnie ten samochód dowiózł nas dzisiaj w miejsce piękne, gdzie gospodyni Ela i jej kot prowadzą dzieci w las pełen wiosennego przebudzenia...





Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka P, jak przebiśniegi.

sobota, 31 grudnia 2011

Pacy(nka)fista


Wercia napada Tatę - jak zwykle po obiedzie, gdy ten ma największy brzuch - główny cel skoków i zapaśniczych chwytów...
- A teraz Cię zastrzelę! Mam pistolet taki zielony w biało-różowe kwiatki...
- Poddaję się! - krzyczy Tata prawie zabity estetyką militarną córy.
- Nie będziesz już złym wilkiem?
- Nie, obiecuję!
- To w nagrodę dostaniesz Order-Kwadrat i zostaniesz moim Tatą.
Bo w bajkach Werci nawet zły wilk ma dwa życia.

Kilka dni później, w gościach u chłopaków-rozrabiaków...

Przybiegają dwaj przyjaciele Werci do jej Taty (a Wercia tuż za nimi) i pytają, niby spokojnie, ale z takim dziwnym lękiem w oczach:
- Wujku, prawda że żołnierze strzelają z karabinu?
- Nooo, tak.
- Bo Wercia mówi, że nie! - z triumfem i ulgą krzyczą jeden przez drugiego.
Na to odrzekł Tata:
- Bo wiecie, czasem żołnierze jadą rozdzielać tych, co się kłócą - mówi zdecydowanie, czując że wchodzi na pole minowe - Krzyczą: dość! dość tych kłótni! wracajcie do domów! Jak na przykład nasi żołnierze w Afganistanie...
Tata poczuł, że wszedł na minę.
- Ale strzelają? - nie daje za wygraną Tymek.
- Tak w powietrze najczęściej strzelają, żeby wystraszyć - (puff! wybucha druga mina...).
- Czyli strzelają karabinem.
- No przecież nie podlewają kwiatków! - (PUFFF!!!)

Niecierpliwość zgubiła już niejednego sapera. Można przecież w lufie trzymać kwiatki, co praktykował już taki jeden sympatyczny naród. Można pewnie robić karabinem dużo innych ciekawych rzeczy, dajmy na to sałatkę z arbuza.

Jest jednak przerażająco naturalne i naturalnie przeraźliwe, że Małych Chłopiec wie TO z pewnością. Karabin to broń, którą się zabija zło. Czy wolno mu zabrać tę pewność?

Dzisiejszy odcinek sponsorują dwie literki P.
Pif-paf.


piątek, 2 grudnia 2011

Pies i bandżo

Każde dziecko zaraz po urodzeniu powinno zostać wyposażone w psa i bandżo... 
Charlie Brown
W. i Ł. razem śpiewają i tańczą. Gdy akurat nie śpiewają i nie tańczą - najprawdopodobniej walczą. Potrafią pokłócić się i pogryźć o dwa klocki lego. Tupot gonitwy, piski i donośne płacze przerywają błogie chorowanie T., prasowanie M. i niemowlęcy sen A.
Ł. zabiera siostrze wszystko, jest szybka. W. to jednak inna kategoria wagowa i zwykle w walce wręcz i z uzbrojeniem wygrywa. Więc Ł. gryzie się po porażce, dziecina - dosłownie - we własną łapkę.
Rodzicom serce się kraje i nie wiadomo, kogo bardziej pocieszać... Zdarzają się też walki o względy A., który ewidentnie faworyzuje W. Gdy to przecież Ł. pokazuje bezbłędnie młodszemu bratu, gdzie ma oczka, uszy i język w buzi.

Dziś po jednej z międzysiostrzanych akcji T. (dla sprawiedliwości domowej!) podnosi głos na Ł., która znów klocek zabrała starszej siostrze i ją emocjonalnie rozwaliła. Ryk na cały dom, więc T. jak to T. - zabiera głos.
- Ty ananasie! Jesteś krnąbrną dziewczynką! - klnie siarczyście.
- Mamo! Tato przezywa Lusię! - krzyczy przez łzy była ofiara - To moja kochana siostra! Nie wolno jej przezywać!...



Każde dziecko zaraz po urodzeniu powinno zostać wyposażone w siostrę lub brata. I bandżo.

Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka S, jak solidarność.