Bo po pierwsze - Tata wreszcie słowa dotrzymał i zmienił pracę na lepszą. Weronika najpierw posmutniała, bo w starej pracy były takie kolorowe karteczki przylepne. Ale przekonała się do nowej po pierwszej wizycie. No i córa rozumie wreszcie, na czym polega praca Taty: "Tata uczył dzisiaj panią przez telefon". Może nie jak cieśla, ale jednak poczuł Tata, że dzieła jego dziecko widzi i docenia.
Ale wróćmy do początków. To będzie coś jak 500. odcinek "Mody na sukces", który opowiada w skrócie o 499 poprzednich odcinkach. Takie mam poczucie, jak myślę o tym, że Dzień Babci był dwa miesiące temu:
Potem Tata tradycyjnie skrzyknął paru znajomych bałwanów, żeby wspólnie pomarznąć na Kaczym Dołku. Wyszło nieźle.
Weronika ma do bałwanów stosunek chłodny. Woli kredki w ciepłym domu. Rozwija swój talent jak typowy sangwinik - póki wszystko idzie OK, jest zadowolona. Drobnych potknięć nie jest w stanie sobie wybaczyć. Dzieło musi być doskonałe. Tu choinka - trudna sztuka:
Oczywiście Tata szuka winy w metodach wychowawczych przedszkola, ale to chyba jednak, no niestety jednak, cecha wrodzona, z którą Wercia będzie musiała sobie jakoś poradzić. Na razie radzić sobie nie musi i z pewnością nie zamierza.
Całkiem nieźle radzi sobie natomiast Pajęcze Trio ze sobą nawzajem. Widać kontakt i zażyłość. Pytanie o obecność("Totoś?"), buziaki na dobranoc.
A często zazdrość, złośliwość, upór i inne uczucia i postawy, które sprawiają, że rodzice tych słodziaków najchętniej zakupiliby jakiś gigantyczny szejker do dziatwy. Czasem tak jest właśnie.
To kibelkowe zdjęcie poniżej jest prorocze. O tym za chwilę.
Lubimy spać.
Dziewczyny zasypiają razem.
My zasypiamy różnie. Śpimy 3 do 6 godzin. Antek za dnia czołga się po domu i oprócz morza klocków i fruwających sióstr fascynują go drzwi i szuflady. To z kolei sprawia, że rodzice są non stop w fazie czuwania. Ale czuwanie dzienne jest niczym w porównaniu z nocnym, które funduje nam Antoś (vel Totoś vel Księżyc vel Dyzio vel Karolak) od trzech miesięcy. Refluks + alergia = mocno nieprzespane noce. Mama ma jedno marzenie. Spać - spać i się nie budzić.
Dla poprawy nastroju w narodzie Fundacja Komeńskiego zawitała do naszej biblioteki. Nie mogło nas zabraknąć! Grupa zabawowa parę tygodni później zebrała się w liczbie dwóch zastępów.
Resztkami sił wieczorem wymyślamy sposoby na odprężenie i walczymy z rutyną. Mama kupiła maszynę do szycia. Tata pożyczył od kolegi Cywilizację 5 i jako Napoleon prowadzi swój naród w świetlaną przyszłość. (Gdy Mama zacznie szyć mundury, a Tata nazwie zdobyte miasto Singer albo Łucznik, to będzie pierwszy znak, że zaprezentowane poniżej stanowisko jest platformą dialogu i zrozumienia.)
Aż tu nagle bach. Luśka kolejny już raz wylądowała z zapaleniem układu moczowego w szpitalu. Zniosła to bardzo dzielnie.
Poznała paru kumpli.
Wyeksploatowała Tatę, który zmiękł jak wata cukrowa.
Tymczasem w domu Weronika opanowała kolejną zdolność audio-motoryczną (jak by to powiedzieli w naszym przedszkolu) - pierdziochy w szklance. Autorska koncepcja i wykonanie. Aż się Ojciecimatka popłakali ze śmiechu.
Jak już popłakał, zabrał się Tata za tablice wyznaczające ścieżkę poznawczą po mieście. Różne hobby ludzie mają. Przeróżne. Niektórzy na przykład rysują w kiblach białe misie.
Tablice to jednak krótki epizod, bo za chwilę Luśkę trzeba było zawieźć do kliniki do Dużego Miasta. Tam okazało się, że ma gratis moczowód i nerkę. Tata prawie dostał siwizny za darmo. Na szczęście te gratisy (a nawet siwy włos) nie są niebezpieczne dla życia. Niemniej widok dziecka przed i po po narkozie łatwy nie był dla ojca i trzeba to było jakoś odreagować.
Więc Pająki, mając na uwadze swoje ostatnie wojaże, zrobiły zapewne najgłupszą rzecz pod słońcem - kupiły samochód osobowy.
I to właśnie ten samochód dowiózł nas dzisiaj w miejsce piękne, gdzie gospodyni Ela i jej kot prowadzą dzieci w las pełen wiosennego przebudzenia...
Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka P, jak przebiśniegi.
1 komentarz:
Więcej wiosennych wypraw, i mniej wizyt lekarskich życzę. Asymilacja maszyn baaaardzo mi się podoba ;)
Prześlij komentarz