środa, 16 stycznia 2008

Przyjemne z pożytecznym

Wczoraj postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym. Zaproponowałem Żonie, żeby poszła sobie odpocząć na zakupy, a ja na ten czas obejmę pieczę rodzicielską - to część pożyteczna. Połączoną przyjemnością miała być poobiednia drzemka, która należała mi się jak jaja w pegeerze.

Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Wyprawiłem Żonę z portfelem pełnym niespodzianek, upewniłem się, że Weronika leży bezpiecznie na miejscu i sam przystąpiłem do drzemki. Już po chwili obudziło mnie znane kwilenie. Przeniosłem więc Małą na miejsce drzemki, żeby mieć na nią oko. Po dziesiątym wykonaniu sekwencji czynności: wyjęcie łapek z paszczy, włożenie smoczka, głaskanie główki, szukanie wyplutego smoczka, wyjęcie łapek z paszczy... ogłosiłem kapitulację.

Kapitulację, która - rzecz jasna - niczego nie zmieniła poza moim przekonaniem, że przez najbliższe kilkanaście lat poobiednia drzemka będzie albo zwyczajem Ojca, albo luksusem Taty. I myślę sobie - luksus w istocie jest dodatkiem, czymś zbędnym na co dzień, bonusem do czegoś, co jest spełnione.

A-gi?*

* w języku weronikowym: Nieprawdaż?

Brak komentarzy: