piątek, 24 sierpnia 2012

A po burzy spokój

Po wyczerpującym tygodniu pracy Tato, jak co piątek, ma wieczór sam na sam z trzódką. Dziś wyjątkowo trudno było wymyślić coś twórczego dla całej trójki. Na szczęście dziewczyny zgodnie same sobie wymyśliły zabawę - w rodzinę królewską.
Paradnym krokiem przywitały Tatę w kuchni i obwieszone koralami, obleczone w spódnice (prosto z szafy) stanęły obie z tym spojrzeniem, które otrzymuje tylko ojciec kilkuletnich strojnych córek.
- Pięknie wyglądacie! - szczerze pochwaliłem samodzielność i gust.
- Ja jestem królową, a to księżniczka - powiedziała Weronika, która zwykle rozdaje karty w naszym pałacu Buckingham.
- Księżniczka nazywa się Aurelka, a ja Madamsa. [Madamme ça?]
- Śliczne jesteście obie, a jakie to mądre rozkazy przekażecie dziś ludowi? [Chwal urodę córki na równi z mądrością - gdzie ja to czytałem?...]
- Zdecydowałam, że będzie ślub księżniczki. Z księciem.
- A już wiadomo, co to za książę jest tym szczęśliwcem? [Nosz cholera, znowu będzie jakiś Szymonek!]
- Nie. Ale wiadomo, że będzie miał
złote... [nie, nie, błagam tylko nie łańcuchy i sygnety!]
i piękne... [no to pozamiatane, mądrość pogrzebana...]
...serce.
Zamurowało Tatę.
- No to jestem spokojny o nią.
- Czy ty też chcesz być na ślubie? Pod warunkiem, że będziesz sługą.
- OK, wchodzę w to - powiedział Tato na fali ojcowskiego spokoju.
Weronika wzięła wizytówkę z szafki i stanowczym głosem postawiła kropkę:
- Tylko trzeba będzie płacić kartą!

Dzisiejszy odcinek sponsorują literki M i A, jak Marzenie o Adriatyku.

Królowa czyta. Księżniczka słucha.

środa, 18 lipca 2012

Granice cierp.

Od dłuższego czasu cierpliwość Taty i cierpliwość Mamy wystawiane są na bolesną próbę. Przez Najstarszą (w ciągu dnia), przez Najmłodszego (nocami) i przez Najśredniejszą (w przerwach między rundami). Bolesna to próba - dla wszystkich.

Weronika 50. raz pyta, czy wyjdziemy kolejny raz na podwórko. Tam czeka Szymon - jej luby - jego korkotrampki i 6 lat życiowego doświadczenia w uwodzeniu 4-latek. Gdy Weronika słyszy asertywne "Nie, nie mamy ochoty", zaczyna pięścią bić Tatę. Kończy się niemal obustronnym rękoczynem. Porażka.

M: To była przemoc.
T: Nie, to była samoobrona.
M: Co ona by Ci zrobiła?
T: To mam nie reagować? Najlepiej powiedz mi, jesteś pedagogiem, jak mam reagować!
M: Nie wiem.  Pomóż jej nazywać to, co czuje.
T: Co ona czuje!? Ja bardzo wyraźnie nazywam, co JA czuję i że się na bicie nie zgadzam!

Godzinę później...
W: Wiesz tato, mam sekret. Kocham Szymona.
T: ... ("Mówić coś, czy puścić mimo uszu? Nie kodować, nie kodować... Cały dzień wali w okno i się drze: Szymooooon! Szymoooon! Nie, nic nie powiem.")
W., niby do siebie: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: ... ("Nosz k%$#^% żeby to chociaż jakiś mądry chłopak był, a to dureń i cham, podrywa ją na durne miny, a mi nawet dzień dobry nie powie!")
W: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Przestań powtarzać, proszę. Denerwuje mnie to.
W., z uśmiechem (złośliwym!): Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Idę sobie.
Weronika uczepia się nogi i nie daje wyjść Tacie, krzycząc: kocha! nie kocha! kocha! nie kocha!...
Ucieczka.

Godzinę później...

Od kilku dni nie udaje się przekonać dziewczyn do wieczornych porządków w pokoju. Tata ucieka się do:
T: Jeśli nie posprzątacie pokoju dziś, to jutro nie wyjdziecie na podwórko, aż będzie posprzątane. ("O, Boże! Metoda kija i marchewki! S.O.S!") Nie lubimy z mamą, jak w domu jest bałagan, gdy gdzieś wychodzimy.
Weronika sprząta pokój na błysk.
A jednak porażka.

Godzinę później...

Tata usypia córy i zasypia nucąc nieprzyzwoity klasyk Pieski małe dwa poszły raz do sklepu...
W: Tatooo, miała być bajka.
T: Nie mam siły oczu otworzyć, może być kołysanka?
W: No to chociaż bajka opowiadana!
T: Pewnego razu była sobie księżniczka Kunegunda...
W: Nie! Nie, Kunegunda!
T: No to ja opowiadam, czy Ty? Czyja to bajka?
W: Moja, ale Ty opowiadasz.
T: To jaka to księżniczka?
W: Rozalka.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w pięknym zamku z czekolady...
W: Nie!! Nie z czekolady!
T: A z czego?
W: Z niczego. W takim zwyczajnym!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zwyczajnym zamku  zwyczajna księżniczka Rozalka...
W: Nie! Nie mów "zwyczajna"!
T: A jak mam mówić?
W: Tak bez niczego, w zamku.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka... (T. zasypia)
Bali się bali...
tam duzi i mali... (T. szuka rymu we śnie)
W: Szybciej opowiadaj! Nie możesz tak długo!
T: Wymyślam.
W: Ale tak długo nie można. Od początku musisz!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka. Bali się bali tam duzi i mali. Więc księżniczka... Poleciała na wyspy Bali i zobaczyła tam dużo Murzynków, którzy nie mieli szkoły. Pomyślała, że skoczy po trochę złotych dukatów do zamku i kupi im cegieł z lokalnej gliny - tak też zrobiła. Budowała razem z nimi szkołę i dużo trudu to wszystkich kosztowało. Ale było warto - bardzo się cieszyli ze szkoły wszyscy. Rozalka zauważyła, że nie ma żadnego nauczyciela, więc wróciła do zamku i ściągnęła na jakiś czas swojego nadwornego. Uczył na Bali jeden tydzień, drugi tydzień, trzeci tydzień... (T. odpływa) Bardzo się zmęczył, aż wpadł na pomysł, że kupią im po komputerze i będą się uczyć na odległość. Wrócił do zamku i prowadził im lekcje przez internet ze swojego laptopa. Wszyscy Murzynkowie w ten sposób zostali wykształceni i umieli mówić różnymi językami: po angielsku, po rosyjsku, po polsku, i wszyscy założyli ambasady w obcych krajach: w Chinach, we Francji, w Ameryce. Księżniczka była bardzo szczęśliwa ("Kurde, teraz powinna za kogoś wyjść, ale gówno, nie wyjdzie"), że tak mądrze im pomogła i wydała wielki bal ("Tu powinien być ten Szymonek, ale gówno, nie wejdzie na bal, won, wynocha"), na który przyjechali też wszyscy Murzynkowie. Wszyscy świetnie się bawili i po balu, gdy księżniczka poszła spać, śniła się jej piękna, murzyńska szkoła.
W, z uśmiechem: Dziękuję :)

Sukces?

Godzinę później...

M: Nienawidzę jak tak mówisz. "Jesteś pedagogiem"! Srrrogiem! Dupa!

Dzisiejszy odcinek sponsorują literki S, I oraz O, czyli SCREAM IT OUT Parenting.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Tatorial. Karmienie kaszką


Żeby na blogu nie zdechło, Tata tatorial - pierwszy w życiu - publikuje. No i czy to będzie serial jakiś, zapytuje Weronika zza kadru... A bo ja wiem? I tak wiadomo, że najwięcej dzieje się wtedy, gdy obie ręce zajęte i nie ma komu celować obiektywem.

Dzisiejszy film sponsoruje literka I, jak iPhone, iŁyżeczka i iŚliniak.