środa, 18 lipca 2012

Granice cierp.

Od dłuższego czasu cierpliwość Taty i cierpliwość Mamy wystawiane są na bolesną próbę. Przez Najstarszą (w ciągu dnia), przez Najmłodszego (nocami) i przez Najśredniejszą (w przerwach między rundami). Bolesna to próba - dla wszystkich.

Weronika 50. raz pyta, czy wyjdziemy kolejny raz na podwórko. Tam czeka Szymon - jej luby - jego korkotrampki i 6 lat życiowego doświadczenia w uwodzeniu 4-latek. Gdy Weronika słyszy asertywne "Nie, nie mamy ochoty", zaczyna pięścią bić Tatę. Kończy się niemal obustronnym rękoczynem. Porażka.

M: To była przemoc.
T: Nie, to była samoobrona.
M: Co ona by Ci zrobiła?
T: To mam nie reagować? Najlepiej powiedz mi, jesteś pedagogiem, jak mam reagować!
M: Nie wiem.  Pomóż jej nazywać to, co czuje.
T: Co ona czuje!? Ja bardzo wyraźnie nazywam, co JA czuję i że się na bicie nie zgadzam!

Godzinę później...
W: Wiesz tato, mam sekret. Kocham Szymona.
T: ... ("Mówić coś, czy puścić mimo uszu? Nie kodować, nie kodować... Cały dzień wali w okno i się drze: Szymooooon! Szymoooon! Nie, nic nie powiem.")
W., niby do siebie: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: ... ("Nosz k%$#^% żeby to chociaż jakiś mądry chłopak był, a to dureń i cham, podrywa ją na durne miny, a mi nawet dzień dobry nie powie!")
W: Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Przestań powtarzać, proszę. Denerwuje mnie to.
W., z uśmiechem (złośliwym!): Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha, nie kocha...
T: Idę sobie.
Weronika uczepia się nogi i nie daje wyjść Tacie, krzycząc: kocha! nie kocha! kocha! nie kocha!...
Ucieczka.

Godzinę później...

Od kilku dni nie udaje się przekonać dziewczyn do wieczornych porządków w pokoju. Tata ucieka się do:
T: Jeśli nie posprzątacie pokoju dziś, to jutro nie wyjdziecie na podwórko, aż będzie posprzątane. ("O, Boże! Metoda kija i marchewki! S.O.S!") Nie lubimy z mamą, jak w domu jest bałagan, gdy gdzieś wychodzimy.
Weronika sprząta pokój na błysk.
A jednak porażka.

Godzinę później...

Tata usypia córy i zasypia nucąc nieprzyzwoity klasyk Pieski małe dwa poszły raz do sklepu...
W: Tatooo, miała być bajka.
T: Nie mam siły oczu otworzyć, może być kołysanka?
W: No to chociaż bajka opowiadana!
T: Pewnego razu była sobie księżniczka Kunegunda...
W: Nie! Nie, Kunegunda!
T: No to ja opowiadam, czy Ty? Czyja to bajka?
W: Moja, ale Ty opowiadasz.
T: To jaka to księżniczka?
W: Rozalka.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w pięknym zamku z czekolady...
W: Nie!! Nie z czekolady!
T: A z czego?
W: Z niczego. W takim zwyczajnym!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zwyczajnym zamku  zwyczajna księżniczka Rozalka...
W: Nie! Nie mów "zwyczajna"!
T: A jak mam mówić?
W: Tak bez niczego, w zamku.
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka... (T. zasypia)
Bali się bali...
tam duzi i mali... (T. szuka rymu we śnie)
W: Szybciej opowiadaj! Nie możesz tak długo!
T: Wymyślam.
W: Ale tak długo nie można. Od początku musisz!
T: Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, żyła sobie w zamku księżniczka Rozalka. Bali się bali tam duzi i mali. Więc księżniczka... Poleciała na wyspy Bali i zobaczyła tam dużo Murzynków, którzy nie mieli szkoły. Pomyślała, że skoczy po trochę złotych dukatów do zamku i kupi im cegieł z lokalnej gliny - tak też zrobiła. Budowała razem z nimi szkołę i dużo trudu to wszystkich kosztowało. Ale było warto - bardzo się cieszyli ze szkoły wszyscy. Rozalka zauważyła, że nie ma żadnego nauczyciela, więc wróciła do zamku i ściągnęła na jakiś czas swojego nadwornego. Uczył na Bali jeden tydzień, drugi tydzień, trzeci tydzień... (T. odpływa) Bardzo się zmęczył, aż wpadł na pomysł, że kupią im po komputerze i będą się uczyć na odległość. Wrócił do zamku i prowadził im lekcje przez internet ze swojego laptopa. Wszyscy Murzynkowie w ten sposób zostali wykształceni i umieli mówić różnymi językami: po angielsku, po rosyjsku, po polsku, i wszyscy założyli ambasady w obcych krajach: w Chinach, we Francji, w Ameryce. Księżniczka była bardzo szczęśliwa ("Kurde, teraz powinna za kogoś wyjść, ale gówno, nie wyjdzie"), że tak mądrze im pomogła i wydała wielki bal ("Tu powinien być ten Szymonek, ale gówno, nie wejdzie na bal, won, wynocha"), na który przyjechali też wszyscy Murzynkowie. Wszyscy świetnie się bawili i po balu, gdy księżniczka poszła spać, śniła się jej piękna, murzyńska szkoła.
W, z uśmiechem: Dziękuję :)

Sukces?

Godzinę później...

M: Nienawidzę jak tak mówisz. "Jesteś pedagogiem"! Srrrogiem! Dupa!

Dzisiejszy odcinek sponsorują literki S, I oraz O, czyli SCREAM IT OUT Parenting.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Tatorial. Karmienie kaszką


Żeby na blogu nie zdechło, Tata tatorial - pierwszy w życiu - publikuje. No i czy to będzie serial jakiś, zapytuje Weronika zza kadru... A bo ja wiem? I tak wiadomo, że najwięcej dzieje się wtedy, gdy obie ręce zajęte i nie ma komu celować obiektywem.

Dzisiejszy film sponsoruje literka I, jak iPhone, iŁyżeczka i iŚliniak.

niedziela, 18 marca 2012

Wychodzimy z zimy trochę bladzi

Taka piosenka kiedyś była. Pasuje do dzisiejszych roztopów i do otwierania nowego rozdziału. A nawet kilku rozdziałów!
Bo po pierwsze - Tata wreszcie słowa dotrzymał i zmienił pracę na lepszą. Weronika najpierw posmutniała, bo w starej pracy były takie kolorowe karteczki przylepne. Ale przekonała się do nowej po pierwszej wizycie. No i córa rozumie wreszcie, na czym polega praca Taty: "Tata uczył dzisiaj panią przez telefon". Może nie jak cieśla, ale jednak poczuł Tata, że dzieła jego dziecko widzi i docenia.

Ale wróćmy do początków. To będzie coś jak 500. odcinek "Mody na sukces", który opowiada w skrócie o 499 poprzednich odcinkach. Takie mam poczucie, jak myślę o tym, że Dzień Babci był dwa miesiące temu:

 Potem Tata tradycyjnie skrzyknął paru znajomych bałwanów, żeby wspólnie pomarznąć na Kaczym Dołku. Wyszło nieźle.


Weronika ma do bałwanów stosunek chłodny. Woli kredki w ciepłym domu. Rozwija swój talent jak typowy sangwinik - póki wszystko idzie OK, jest zadowolona. Drobnych potknięć nie jest w stanie sobie wybaczyć. Dzieło musi być doskonałe. Tu choinka - trudna sztuka:


Oczywiście Tata szuka winy w metodach wychowawczych przedszkola, ale to chyba jednak, no niestety jednak, cecha wrodzona, z którą Wercia będzie musiała sobie jakoś poradzić. Na razie radzić sobie nie musi i z pewnością nie zamierza.


Całkiem nieźle radzi sobie natomiast Pajęcze Trio ze sobą nawzajem. Widać kontakt i zażyłość. Pytanie o obecność("Totoś?"), buziaki na dobranoc.


A często zazdrość, złośliwość, upór i inne uczucia i postawy, które sprawiają, że rodzice tych słodziaków najchętniej zakupiliby jakiś gigantyczny szejker do dziatwy. Czasem tak jest właśnie.



To kibelkowe zdjęcie poniżej jest prorocze. O tym za chwilę.


Lubimy spać.


Dziewczyny zasypiają razem.


My zasypiamy różnie. Śpimy 3 do 6 godzin. Antek za dnia czołga się po domu i oprócz morza klocków i fruwających sióstr fascynują go drzwi i szuflady. To z kolei sprawia, że rodzice są non stop w fazie czuwania. Ale czuwanie dzienne jest niczym w porównaniu z nocnym, które funduje nam Antoś (vel Totoś vel Księżyc vel Dyzio vel Karolak) od trzech miesięcy. Refluks + alergia = mocno nieprzespane noce. Mama ma jedno marzenie. Spać - spać i się nie budzić.


Dla poprawy nastroju w narodzie Fundacja Komeńskiego zawitała do naszej biblioteki. Nie mogło nas zabraknąć! Grupa zabawowa parę tygodni później zebrała się w liczbie dwóch zastępów.


Resztkami sił wieczorem wymyślamy sposoby na odprężenie i walczymy z rutyną. Mama kupiła maszynę do szycia. Tata pożyczył od kolegi Cywilizację 5 i jako Napoleon prowadzi swój naród w świetlaną przyszłość. (Gdy Mama zacznie szyć mundury, a Tata nazwie zdobyte miasto Singer albo Łucznik, to będzie pierwszy znak, że zaprezentowane poniżej stanowisko jest platformą dialogu i zrozumienia.)


Aż tu nagle bach. Luśka kolejny już raz wylądowała z zapaleniem układu moczowego w szpitalu. Zniosła to bardzo dzielnie.


Poznała paru kumpli.


Wyeksploatowała Tatę, który zmiękł jak wata cukrowa.




Tymczasem w domu Weronika opanowała kolejną zdolność audio-motoryczną (jak by to powiedzieli w naszym przedszkolu) - pierdziochy w szklance. Autorska koncepcja i wykonanie. Aż się Ojciecimatka popłakali ze śmiechu.


Jak już popłakał, zabrał się Tata za tablice wyznaczające ścieżkę poznawczą po mieście. Różne hobby ludzie mają. Przeróżne. Niektórzy na przykład rysują w kiblach białe misie.


Tablice to jednak krótki epizod, bo za chwilę Luśkę trzeba było zawieźć do kliniki do Dużego Miasta. Tam okazało się, że ma gratis moczowód i nerkę. Tata prawie dostał siwizny za darmo. Na szczęście te gratisy (a nawet siwy włos) nie są niebezpieczne dla życia. Niemniej widok dziecka przed i po po narkozie łatwy nie był dla ojca i trzeba to było jakoś odreagować.

Więc Pająki, mając na uwadze swoje ostatnie wojaże, zrobiły zapewne najgłupszą rzecz pod słońcem - kupiły samochód osobowy.

I to właśnie ten samochód dowiózł nas dzisiaj w miejsce piękne, gdzie gospodyni Ela i jej kot prowadzą dzieci w las pełen wiosennego przebudzenia...





Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka P, jak przebiśniegi.