sobota, 24 maja 2014

Ryzyk-fizyk

"Wybijesz zęby!" – krzyczy babcia do małego wnusia na ślizgawce na placu zabaw. Tak, tak, wszyscy wiemy, że źle robi, że wbija do głowy brak pewności siebie, sprawczości itd.
"Wszyscy oni tylko kasę biorą!" – mówi sąsiad naprawdę wściekły. Nie wiem na kogo, ale dostaje się kandydatom do Parlamentu Europejskiego. Uogólnia? Mógłby bardziej racjonalnie?...

Te wszystkie teksty wieszczące katastrofę, kończące się zwykle wykrzyknikiem albo skrzywioną twarzą, bardzo często nazywamy polskim ględzeniem, narzekaniem, fatalizmem.

A ja dziś w obronie chciałem.

wtorek, 13 maja 2014

Cudowne ustępy

Jest taka książka, która powinna mieć tytuł "Ostatnia deska ratunku". Ma jednak inny, choć dla T. równoznaczny: "Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat. Poradnik dla rodziców, psychologów i lekarzy".

Dla pacjentów też. Od dziś T. leży w łóżku, bo zmogła go choroba już tak, że mózg szwankuje i pracować się nie da. Ale nie to boli dziś. I nawet nie skakanie trójki po "szpitalnym" łóżku, hałas i okruszki.

Dziś to był kolejny dzień wojny z W.

wtorek, 4 marca 2014

Garść zapałek

Mówią, że ludzie się nawzajem wspierają i że trudniej jest ich skrzywdzić, gdy są razem, niż gdy są osobno. Jak garść zapałek, której nie da się połamać.

- Wojna będzie! - Weronika wróciła z przedszkola cała zapłakana. Koleżanka jej powiedziała, że będzie wojna. Inna zwymiotowała na dywan. Nie do końca wiadomo, czy w wyniku wojny. No i pani krzyczała ("Krzyczała, bo się zdenerwowała, że będzie musiała to sprzątać, Werciu" - tłumaczy przedszkolankę Mama). Wspieramy, wspieramy... Trudny dzień.

Z Antkiem poszedł Tata kupić olej do samochodu i kurczaka z rusztu. Całą drogę przegadaliśmy o męskich sprawach. "Bartek mnie bił. Wszystko zjadłem - ładny mam brzuszek? Lubię kurczaka. Trochę lubię, trochę nie lubię...O, tu gitary!" - mijamy sklep muzyczny - "Ja nie umiem grać, ale Tata umie grać. Też będę grać, jak będę Tata..." Wesołość, ciepła rączka, w drugiej butla z olejem. Tup, tup. Resztki słońca. Dobry dzień.

Łucja mówi nowy wierszyk - nowa pani w klubiku. Pani przytula, miła, a Łucja łyka kolejne rymowanki deklamowane wieczorem na paluszkach. Dobrze dziś jej.

Trzy zapałki - każdą łatwo rozpalić, każdą łatwo złamać.

A wczoraj wzięliśmy się w garść - w ten niesamowity ziąb - odżyła nasza ekipa "pastwiskowa" i znów poszliśmy na minirajdzik. Tym razem ścieżka dydaktyczna "Płazy" Wigierskiego Parku Narodowego.

Przetrzebieni chorobami (m.in. Mama została pod pierzyną), ale jak zwykle gotowi na łażenie polami, polami, po miedzach, po miedzach, po błocku... Czy po latach starym wagabundom jest trudniej? Wolniej (bo dzieci), mniej sprawnie (bo z wózkami), z planem dostosowanym do najsłabszych. Za to z równie wielką radością ze spotkania poszukiwaliśmy wiosny.


Był Wujek Piotrek, pchający wózek jak trzeba, grający na gitarze i udający żurawia na łęgach:


Była ukochana Ciocia Ela, co o lesie i żyjątkach wie wszystko, znajdzie krzemień i ślady bobrów, ma najbardziej puchatego kota na świecie i nie pozostawi pytania bez odpowiedzi:


Ciocia Alinka tradycyjnie rozpalająca ognisko w 10 sekund. I tak wymieniać można dużo, wszystkie "pastwiskowe" Ciocie i Wujkowie, ich bobasy i całkiem już wyrośnięte Towarzystwo...


Wczoraj wszyscy pomarzli. Chociaż na Wigrach jeszcze z 20 cm lodu i Tata w plecaku łyżwy taszczył, trzeba było po kiełbasce zwijać się do domu. Mimo tak pięknych okoliczności:


Pozostała po rajdzie dzieciom kupa wspomnień przywoływanych w zupełnie losowym momencie. Został też katar i kolejna szczerba po mlecznym zębie. Ojcu za to (oprócz kilograma kiełbasy z biedry) garść myśli, porajdowych, tak pewnych - znów - jak garść zapałek. Nie wiem, czy uniwersalnych, u nas bardzo prawdziwych i niesamowicie wspierających:

Nasze dzieci nigdy nie są bez opieki. 
Nie musimy animować im spotkań z astronautą.
Bogu dzięki za Ciocię Elę i bazie.
I za dzieci, że są dla wszystkich.


Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka P, jak patos, 
co jak gładki lód na jeziorze 
- potrzebny bywa na chwilę, 
jak cisza w wigierskim klasztorze.
Ta pustka przepruta płóz zgrzytem
przez taflę za serce mnie chwyta!
Więc skaczę potrójnego luca!...
a zaliczam i tak dupersznyta.