- Czemu dla chłopców są tylko czarne albo granatowe kalesony?? - zapytała właśnie M. znad laptopa.
To pytanie wraca co jakiś czas, choć wydawało się, że przy trzecim dziecku już niewiele rzeczy powinno nas dziwić.
Bo najwięcej musieliśmy przemyśleć przy pierworodnej - Weronice. Od początku nalegałem, żeby nie zaróżowić jej życia od kołyski. Daremne jednak były starania - różowe długo rządziło i bywało nawet powodem walki z Ł.
Robiliśmy sporo, żeby nie opakować dziewczynki w róż, a chłopczyka w granat. Ale na tym nasz świadomy wpływ się chyba kończył. Zwłaszcza ja pogodzić się musiałem z dwoma faktami. Pierwszy to ten, że dziewczynka ma w naturze swojej coś, o czym mi się nie śniło - pełną kobiecość, choć w formacie mini. Niby znane to ukochane hormonalne tornado w wykonaniu M., ale że w kingsajzie? Drugi to ten, że obcując z innymi dziećmi (i dorosłymi - nie ukrywajmy) podlegają wpływom - kulturze.
Naturalnie, to Weronika pięć lat temu, mając rok, wdzięczyła się do siebie stojąc przed wielkim lustrem. Nigdy nie zapomnę tego zachwytu, z jakim patrzyła na swój strój. Nie zawsze to była sukienka, ale właśnie ona robiła na niej największe wrażenie. Nie mogła tego podpatrzyć u M., bo rzadko ją widziała w takim stroju i nastroju. Wtedy dotarło do mnie, że małe dziewczynki są inne - z natury. Próbowałem więc za nimi nadążać tak, jak umiałem.
Dziś Antek (dwulatek) też potrafi chwalić się koszulą, która mu się podoba. Ale on się chwali, nie podziwia się w lustrze. Kontempluje zwykle swoją moc, sprawczość, a nie piękno. I znów wydaje mi się (bo pewności naukowej nie mam), że taką ma Antoś naturę. Że szybciej chwyci miecz niż kredkę.
Jak ma się do tego kultura? Czego uczymy dzieci swoją postawą? Czego uczą w nie-dżen-de-ro-wym przedszkolu? Można by strony całe zapisać na temat segregacji płciowej w przedszkolach. Więc skrótowo kilka case'ów:
- całowanie w rękę dziewczynki przez chłopca, gdy temu pani każe ją przeprosić,
- dziewczynki mają swoje specjalne klocki (nie puzzle!), którymi nie wolno się bawić chłopcom,
- "chłopaki nie płaczą" itd. itp.
Wiemy o tym z "przecieków", strzępów rozmów, relacji z zabaw. W zestawieniu z awanturą o udawanie porodu przez W. jest to wszystko nawet dość zabawne. Ale zanim wyśmieję przedszkolanki...
Uczciwie powiem, że coś mi nie grało w poniższym obrazku, gdy pierwszy raz go zobaczyłem.
Wychowano nas jako chłopców, którym nie dawano lali do zabawy. Z tego prostego powodu, że w tamtych czasach facet nie był włączany w opiekę nad dziećmi. Antek śpi z lalą, bawi się nią i chyba jest to spójne z tym, co widzi w zachowaniu swojego taty. Ale czy on ma naturę opiekuńczą, czy mnie naśladuje "kulturowo", to nie mam pojęcia :) Dość, że obaj jesteśmy w swoim towarzystwie szczęśliwi (tudzież naturalnie "produkujemy oksytocynę").
Jedno jest pewne w kwestii ról płci - że prawie nic już nie jest pewne. Kultura na naszych oczach się zmienia, dając wolność, która jest szalenie pociągająca i szalenie wymagająca.
Trzy kroki w tył. Właśnie zatopiłem się (i Cię) w gender studies, ha. I to będąc świadomym chrześcijaninem. Nie po to, żeby coś komuś udowadniać, tylko z tego prostego powodu, że gender zaprząta mój umysł każdego dnia. Tyle że to nie ideologia, a zwykłe gender w kapciach.
Dzisiejszy odcinek sponsorują literki X i Y oraz gościnnie Sigma i Pi.
sobota, 7 grudnia 2013
poniedziałek, 9 września 2013
Potrzeba matką?
Potrzeba ojcem! Przynajmniej tak wynika z podwórkowo-domowych obserwacji Taty.
Łucja i Weronika coraz częściej same wychodzą na podwórko, coraz częściej ich relacje z rówieśnikami są poza zasięgiem wzroku Mamy i Taty. Podobno puszczanie dziecka do 7. roku życia samopas, bez opieki, to wykroczenie i grozi nam grzywna.
Nie o tym jednak chciałem. Tylko o relacjach i popkulturze. Weronika dostała karty od kolegi z podwórka. Takie kolekcjonerskie. Rzut oka rodzica na pudełeczko, które było częścią prezentu, i zjeżył się włos, po czym szybko osiwiał. Jakaś potworna babodrakula patrzy z okładki, a i tytuł "Black Planeswalkers" nie wróży nic dobrego.
Co robić? Co robić?! Na okładce jak wół znaczek 13+ ("więc co do cholery myślą sobie rodzice Sz.!"), ale że M. jest świeżo po szkoleniu, ćwiczymy do upadłego NVC, lecimy z koksem:
- Nie, nie chcę żeby takie karty były w naszym domu.
- Nie podoba mi się to. Martwię się, że będą Ci się śniły koszmary.
- Podobają Ci się te karty? OK, możesz zbierać te z krajobrazami, ale nie chcę w domu żadnych potworów.
Wypowiedzi Weroniki nie zamieszczam. Po stopniowaniu widać chyba, że nie przyjęła naszej potrzeby z radością. A jak my przyjęliśmy jej potrzebę? ("czego potrzebę do cholery?") Nasi znajomi znają nasze ortodoksyjne podejście do monsterhajów, więc jednym słowem, cytując klasykę gatunku - po naszym trupie.
Ale hola, hola, NVC, empatia, potrzeby...
- Wercia, ja Ci zrobię lepsze karty - obiecał Tata i tym samym pozbawił czytelników lektury niniejszego bloga na najbliższy tydzień.
Łucja i Weronika coraz częściej same wychodzą na podwórko, coraz częściej ich relacje z rówieśnikami są poza zasięgiem wzroku Mamy i Taty. Podobno puszczanie dziecka do 7. roku życia samopas, bez opieki, to wykroczenie i grozi nam grzywna.
Ale co zrobić, gdy w piękną pogodę te dwie chcą hasać, a Antek w domu drzemie pod opieką samotnego dorosłego? Nie daj Boże pobiegniesz za jedną z nich na Kaczy Dołek, a prokurator będzie musiał się rozdwoić do pozostałych, żeby wymierzyć Ci obiecaną w paragrafach karę. Owszem, stąpamy po kruchym lodzie.Art. 106. Kodeksu wykroczeńKto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7 albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo karze nagany.
Nie o tym jednak chciałem. Tylko o relacjach i popkulturze. Weronika dostała karty od kolegi z podwórka. Takie kolekcjonerskie. Rzut oka rodzica na pudełeczko, które było częścią prezentu, i zjeżył się włos, po czym szybko osiwiał. Jakaś potworna babodrakula patrzy z okładki, a i tytuł "Black Planeswalkers" nie wróży nic dobrego.
Co robić? Co robić?! Na okładce jak wół znaczek 13+ ("więc co do cholery myślą sobie rodzice Sz.!"), ale że M. jest świeżo po szkoleniu, ćwiczymy do upadłego NVC, lecimy z koksem:
- Nie, nie chcę żeby takie karty były w naszym domu.
- Nie podoba mi się to. Martwię się, że będą Ci się śniły koszmary.
- Podobają Ci się te karty? OK, możesz zbierać te z krajobrazami, ale nie chcę w domu żadnych potworów.
Wypowiedzi Weroniki nie zamieszczam. Po stopniowaniu widać chyba, że nie przyjęła naszej potrzeby z radością. A jak my przyjęliśmy jej potrzebę? ("czego potrzebę do cholery?") Nasi znajomi znają nasze ortodoksyjne podejście do monsterhajów, więc jednym słowem, cytując klasykę gatunku - po naszym trupie.
Ale hola, hola, NVC, empatia, potrzeby...
- Wercia, ja Ci zrobię lepsze karty - obiecał Tata i tym samym pozbawił czytelników lektury niniejszego bloga na najbliższy tydzień.
![]() |
| (De)Motywator i początki... |
![]() |
| Hmm, potrzeba rano świeżego oka... |
Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka W, jak warsztat, wena i wsparcie.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Między pracą a przemianą
Podziwiam sprawność, z jaką inni zmieniają świat. Ten materialny. Ten, który się sypie, psuje, rozpada na kawałki, gdy go nie doglądać.
Dziś dobry kolega wymienił nam kaloryfery na higieniczne (takie, jak są w szpitalach). Wiercił, zawijał pakuły, lutował palnikiem, zaginał, pionizował i zawieszał. Robił wszystko to, co mnie jednocześnie przeraża i fascynuje.
(Moje skuwanie zagrzybionego tynku i nakładanie gładzi skończyło się długimi poprawkami Żony, co widać na tym obrazku:)
Inny znajomy uratował nas kilka dni temu, gdy elektryczny mechanizm szyby w samochodzie nie poradził sobie z zamknięciem. Już mieliśmy wizję nocnej kradzieży z przydomowego parkingu, gdy A. zaoferował pomoc. Rozebrał drzwi naszego nowoczesnego auta przy pomocy scyzoryka i prowizorycznie naprawił przy pomocy trytytki. Podziw, to mało powiedziane.
To podziwia Tato, podziwia i Antek. Młody kocha też śmieciarki, wielbi kopary i wozy strażackie, boi się prawdziwej wiertarki, choć ubóstwia zabawkową, pożąda wszystkiego, co mechaniczne - od klucza do drzwi, po samochody. Podziwia ruch i sprawczość. Swoją też.
Mam cichą nadzieję, że się uczy. Nie licząc tego ruchu i sprawczości, która objawia się w przewracaniu i szczypaniu bobasów. To - mam nadzieję - minie. Niech mu pozostanie zmienianie świata trytytką, palnikiem, procesorem albo szelmowskim uśmiechem.
Poza tym obaj nie kumamy, czemu ludzie śmieją się z naszego podziwu. Tak, chyba łączy nas rozdziaw.
PS. Wakacje, dziewczyny i śpiew, z których co nieco widać na obrazkach, zostawiamy na kolejne odcinki, bo dzisiejszy sponsoruje literka P, jak powrót, praca, przemiana i podziw.
(Moje skuwanie zagrzybionego tynku i nakładanie gładzi skończyło się długimi poprawkami Żony, co widać na tym obrazku:)
Inny znajomy uratował nas kilka dni temu, gdy elektryczny mechanizm szyby w samochodzie nie poradził sobie z zamknięciem. Już mieliśmy wizję nocnej kradzieży z przydomowego parkingu, gdy A. zaoferował pomoc. Rozebrał drzwi naszego nowoczesnego auta przy pomocy scyzoryka i prowizorycznie naprawił przy pomocy trytytki. Podziw, to mało powiedziane.
To podziwia Tato, podziwia i Antek. Młody kocha też śmieciarki, wielbi kopary i wozy strażackie, boi się prawdziwej wiertarki, choć ubóstwia zabawkową, pożąda wszystkiego, co mechaniczne - od klucza do drzwi, po samochody. Podziwia ruch i sprawczość. Swoją też.
Mam cichą nadzieję, że się uczy. Nie licząc tego ruchu i sprawczości, która objawia się w przewracaniu i szczypaniu bobasów. To - mam nadzieję - minie. Niech mu pozostanie zmienianie świata trytytką, palnikiem, procesorem albo szelmowskim uśmiechem.
Poza tym obaj nie kumamy, czemu ludzie śmieją się z naszego podziwu. Tak, chyba łączy nas rozdziaw.
PS. Wakacje, dziewczyny i śpiew, z których co nieco widać na obrazkach, zostawiamy na kolejne odcinki, bo dzisiejszy sponsoruje literka P, jak powrót, praca, przemiana i podziw.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







